Zakłada córeczce smycz na spacer. Nie widzi w tym żadnego problemu, a Wy?

Podziel się:

Ten temat spadł mi akurat w idealnym momencie bo sama nie dawno zastanawiałam się nad dzisiejszymi sposobami nadzoru i ochrony dzieci. Może pamiętacie jeszcze jak było kiedyś gdy my byliśmy dziećmi. Na cały dzień znikaliśmy, wracaliśmy na obiad czy kolację. Nic się nikomu nie działko. Dzisiaj mam wrażenie, że rodzice przesadzają z nadzorem swoich pociech.

Zakłada dziecku smycz na spacer

Clint Edwards to bloger, który ma 34 lata i 3 letnią córeczkę Aspen. Dziewczynka jest żywiołowa, ale jakie dziecko nie jest. Wszystko ją interesuje i nie ma w tym nic dziwnego, moje dzieci też takie były. Ale gdy wychodzą na spacer on zakłada jej smycz aby dbać o jej bezpieczeństwo. Pisał o tym na swoim blogu.

Jego wyjaśnienie jest po angielsku, ale pisze w nim, że robi to bez żadnego wstydu, zakłada dziecku szelki, które wiele osób nazywa smyczą. Jego córeczka jest żywym dzieckiem i wszędzie jej pełno. Dlatego żeby chronić ją przez zagrożeniami skorzystał z takiego rozwiązania. Chroni to ją przed zgubieniem i przeżywaniem stresu z tym związanym.

Mówi również, że ludzie dziwnie na niego spoglądają i komentują. Nie zgadza się z tym i uważa siebie za dobrego rodzica dbającego o bezpieczeństwo. Uważa też, że Aspen za jakiś czas to zrozumie i wtedy będzie mogła podążać swoimi drogami. On robi wszystko by teraz ją uchronić przed niebezpieczeństwem i ten kawałek sznurka jest do tego bardzo pomocny.

Gdzie jest granica

Ja natomiast chciałabym rozszerzyć temat kontroli rodzicielskiej. Ostatnio też zrobił się głośny temat smartwatchy dla dzieci, które w jednym kraju zostały zakazane. Myślicie pewnie, że to fajne rozwiązanie móc wiedzieć gdzie jest aktualnie dziecko.

Jednak smartwatche te posiadają nadajnik GPS, oprócz tego często mikrofon, który nagrywa dźwięk z otoczenia. Do tego są słabo chronione więc przestępca z umiejętnościami może wiedzieć gdzie jest Wasze dziecko i cały czas je podsłuchiwać. Pomijając już kwestię podsłuchiwania dzieci przez swoich rodziców.

Myślę, że nawet tak młody i mały człowiek zasługuje na prywatność, przywilej posiadania tajemnicy. Teraz ktoś powie, że rodzic o niektórych rzeczach musi wiedzieć. Zgadzam się, ale żeby się dowiedział musi podsłuchiwać dziecko? Czy czasem nie wybieramy sobie drogi na skróty w wychowaniu dzieci? Czy nie powinniśmy zadbać o takie relacje aby dziecko miało do nas zaufanie i o problemach mówiło same?

Nigdy też nie brałam swojego dziecka na smycz, jedynie za rękę – wiadomo podczas przechodzenia przez ulicę itd. Uczyłam ich zachowań, które gwarantowały im bezpieczeństwo, ale nie ograniczałam ich swobody. Dlatego wyjście tego taty jest dla mnie trochę niezrozumiałe i ponownie wybraniem drogi na skróty.

A Wy, co sądzicie na ten temat?

Podobne artykuły